no i co dalej z tym zbieractwem?

Kolekcjonerskie (wróć stop jakie kolekcjonerskie - zbieracze !!!) zapędy idą u mnie we wszystkich kierunkach jak szlaki w Bieszczadach. Z sentymentu nie mogę obojętnie przejść obok lalek z czasów mojego dzieciństwa. Sporo w mojej szafie krawalowskich piękności, obok których leżą zwykłe bobasy i Barbie. Tych ostatnich fanką nie jestem ani w dzieciństwie, ani teraz. Barbie weszła na rynek pod koniec lat pięćdziesiątych, ale w Polsce nie była popularna bo: była szalenie droga, do dostania tylko w Pewexie, mała jak na lalkę i jeszcze ta dorosła figura. I tak się jakoś złożyło, że nie suszyłam rodzicom nigdy głowy o Barbie, więc za moich młodych lat Barbie nie miałam. Miałam za to krakowską Joasię, ale o tym kiedy indziej. Zdecydowanie dużo bardziej niż Barbie podobała mi się Sindy - jej konkurentka z lat 80 - tych dwudziestego wieku. Kiedy po zmianach ustrojowych w naszym kraju Barbie można było kupić prawie wszędzie, a cena nie powalała na kolana, obciach było mieć taka lalkę nie będąc małą dziewczynką tylko nastolatką. O Barbie krążyły wtedy kawały, a nazwanie kobiety, że jest jak Barbie było bardziej obraźliwe niż nazwanie jej - no wiadomo jak. Dlatego jakoś nie goszczą u mnie no chyba że jak już pisałam chwytają za serce. A rozczulić mnie łatwo i to dotyczy wszystkich lal, wystarczy, że lalka jest cała a leży w śmietniku (bo i takie lalki mam), zalega brudne półki w tak zwanych second handach (lumpeksach, szmateksach czy ciucholandach też zwanymi); służy jako gryzak dla myszy na babcinym strychu albo śmieje się do mnie z aukcji internetowych bo nikt nie chce jej kupić choć kosztuje tylko 1 złotych  itd i itp. Jednym słowem wpadają mi w ręce laki  (znaczy gromadzę) te nad którymi się ulituję i jest mi ich najnormalniej żal. Czyli krótko mówiąc serce mi dyktuje nabycie takiej lalki. Są więc u mnie panienki moxie girlz, dziewczyny z my scene, siostry bratzówny, bobasy z PRL - u i bliżej niezidentyfikowane kloniki i chińskie podróbki. W większości to jest w 99 % używane.

mga dolls
zdjęcie ze strony producenta

mga dolls
zdjęcie ze strony producenta

mattel dolls
zdjęcie ze strony producenta


Druga część mojego zbieractwa to lalki o których decyduje rozum (chyba mam więc czasami używam),  zakupione z rozmysłem, nie pod wpływem impulsu tylko po przemyśleniu decyzji; lalki na które fundusze są gromadzone tygodniami bo są dosyć drogie itp. I to tylko te, które mi się podobają. Te przemyślane lalki rzadko kupuję. Czasem dostaję jakąś w prezencie. Od czasów przybycia Carmen, co zapoczątkowało moje zbieractwo, moja kolekcja rosła powoli z kilku powodów: Po pierwsze w tamtych czasach interesowały mnie lalki porcelanowe a o takie nie było łatwo, po wtóre moje zbieractwo nie ograniczało się tylko do lalek - miałam swego czasu fisia na punkcie żołnierzyków. Wydawałam na nie wszystkie pieniądze, zajmowały całą półkę na długość pokoju. Byli tam rycerze w popielatych zbrojach, byli i muszkieterowie, wojska z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej i Księstwa Warszawskiego; nie brakło samego naczelnika na białym koniu, i Bartosza Głowackiego z czapką w dłoni i kosą w ręce. Był tam też książę Józef Poniatowski a nawet sam Napoleon Bonaparte. Była cała masa żołnierzy z czasów I Wojny Światowej i jeszcze większa masa tych z II Wojny. Nie brakło nawet obozu Indian wraz z Winnetou przyodzianego w ogromny pióropusz na małym łebku. Cała kolekcja z czasem wylądowała u kuzynostwa, a ja zakochałam się wręcz w lalkach z Krawala ( zresztą nadal jestem w nich zakochana - cieć w fabryce już mnie nawet nie legitymuje jak tam przychodzę).


Cepelia Polska



W czasach już bardziej współczesnych do rozumnie nabywanych lalek jeżeli o mnie chodzi na pewno należą LIV, Moxie Teenz, Royalty i Tonnerki. No i może za jakiś czas jakiś Pullip czy Dall ale na razie nie zawładnęły ani moim sercem, ani rozumem (więc portfelem też nie ).
Ale i to nie wszystkie laki. Jest jeszcze trzeci zbiór: lali które robię sama. A tak, robię! I wcale się nie chwale, bo nie piszę, że ładne (bo nie są), ale robię i już bo lubię lepić lalki. To jakbym stworzyła coś nowego, jakiś nowy byt. Czasami są z masy polimerowej ale częściej z paper mache.
Blog będzie więc też i ich historią.





Udostępnij ten post

5 komentarzy :

  1. Bardzo lubie takie wpisy- ciepłe i z poczuciem humoru

    OdpowiedzUsuń
  2. Fana nowa osóbka!! I widzę Kraków - superr :D

    OdpowiedzUsuń
  3. zaglądałam tu dawno temu i z przyjemnością powracam- ależ się kobieto rozwinęłaś! brawo- tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń